Ustalenia W parze

W ostatnich dniach na forumbridge.pl, przy okazji analizy rozdania z licytacją dwustronną, padło kilka znakomitych stwierdzeń na temat ustaleń systemowych w parze. Czytając je odniosłem wrażenie, że wreszcie znalazłem słowa, którymi można ubrać to czego nie umiałem wyrazić w sposób zrozumiały i przystępny. Dlatego postanowiłem je zarchiwizowac w moim blogu.
Zaczynamy …

Piotr Lutostański:

Można grać dla przyjemności, wprowadzać jedną nową konwencję lub zmianę na pół roku, cieszyć się brydżem i wtedy, gdy system nie daje rady, po prostu losować.

Można też mieć czas i ambicje aby dużo pracować nad systemem. Przy czym, oczywiście, zaawansowany system, a nieograny, nieprzegadany, generuje więcej strat niż korzyści. Nie tylko z zapomnienia, niezrozumienia się, itp., ale też z odciągania wysiłku intelektualnego od innych problemów, które musimy rozwiązywać przy stoliku. System, który dopracowaliśmy z Burkiem, wymaga od dobrze zorientowanego gracza, co najmniej 12 mies. ogrania i treningów, aby przekroczyć granicę zysków/strat z systemu, jednak już po kilku miesiącach, odczuwa się rosnącą przyjemność z precyzji licytacji, jaką można osiągnąć. Odlicytowanie brakującego do szlema waleta w bocznym kolorze daje imponującą dawkę satysfakcji.

Dla większości graczy, najlepszym rozwiązaniem jest opracowanie sztywnych schematów, powtarzanych we wszystkim podobnych sytuacjach niezależnie od tego, jak dalekie od optymalności okazują się w jakichś pojedynczych sytuacjach. Po ich opracowaniu i przećwiczeniu, można raz na kilka miesięcy wprowadzać jakieś pojedyncze doprecyzowania, czy wyjątki. Zapamiętanie jakiejś konwencji, czy rozwiązania jest o wiele łatwiejsze, gdy rozumie się jego logikę – to pozwala, w stresującej sytuacji, odtworzyć przy stole tok rozumowania zastosowany przy opracowywaniu konwencji i przypomnieć sobie w ten sposób znaczenie jakiejś odzywki.

Przestrzeń do poprawy jest bardzo szeroka, dla przykładu, niemal wszyscy wciąż grają złą, nieekonomiczną konwencją, jaką jest Blackwood.

Większość problemów systemowych (sytuacji, gdzie naturalna licytacja daje wysoce niesatysfakcjonującą precyzję, czy nie pozwala zagrać z dobrej ręki) rozwiązuje się wykorzystując zaledwie dwie teorie: transferu i zbiornicy, gdzie teoria transferu zawiera w sobie również teorię zbiornicy :). Zrozumienie tego wiele pomaga.

Krzysztof Martens:

Ja mam doświadczenie na podstawie kariery pary Brink – Drijver na przestrzeni ostatnich 6 lat. To była para w szwajcarskiej ekipie, która intensywnie pracowała nad swoim systemem. Każdą sekwencję opracowywali sami, maksymalizując wartość oczekiwaną. Perfekcjonizm spowodował że brakowało symetrii w ich ustaleniach.

Kiedy codziennie czytali system, wszystko się zgadzało. Jednak gdy motywacja opadła, pamięć zaczęła szwankować i ilość systemowych pomyłek rosła.

Trzeba znaleźć balans pomiędzy ambicjami a możliwościami pary. Ze szczególnym podkreśleniem posiadania jakichkolwiek ustaleń w licytacji dwustronnej.

95% aktywnie uczestniczących w turniejach i ligach gra w większości sytuacji licytacji dwustronnej – „na głowę”.

Jednak często druga głowa myśli inaczej.

Grzegorz Gardynik:

Systemy zbyt wyszukane i zbyt perfekcjonistyczne na długi okres czasu do gry nie zdają egzaminu.

Pamięć dla systemów zawiłych, w stanie gdy nadchodzi okres bez motywacji do wspólnej gry w parze, musi kiedyś wreszcie zaszwankować. Któryś z partnerów nie doczyta, komuś nie będzie się już chciało.
Machnie któryś z graczy ręką i powie sobie przed grą:
– Nie wszystko pamiętam, ale jakoś to będzie.
– A może nie przyjdzie to coś w czym czuję się dzisiaj słabo?

I jeszcze na koniec kilka słów, również wyciągniętych z postu na forum, które celnie trafiają w punkt określający mój stan ducha na dziś.

Grzegorz Gardynik:

Kilka razy i ja tak miałem, bo akurat czasu nie było na dokładną powtórkę w głowie zbyt sztucznych ustaleń albo zbyt duże obciążenie dotychczasową grą już było. Nie starczało mi czasami siły na dogłębną powtórkę sekwencji, w których czułem się słabiej, bo moja głowa już była zbyt zmęczona dotychczasową grą ogromnej ilości rozdań.
To jest ta właśnie naturalna wada dla systemów licytacyjnych napisanych pod publikę, takich zbyt przeciążających możliwości pamięci dla któregoś gracza w parze.

Nie wyobrażam sobie siebie teraz, że siadam do gry i gram na luzie wg ostatniego własnego spisanego systemu IF. Musiałbym włożyć sporo pracy, aby po latach przejrzeć swój system. Po jakimś miesiącu intensywnych treningów z partnerem sądzę, że dopiero wtedy usiadłbym do gry, gdyż wyczuwałbym już dosyć dobre przygotowanie. A nowe i lepsze modele dla licytacji dwustronnej?
Musiałbym się zająć z partnerem również taką tematyką.
– Gdzie we współczesnej licytacji dwustronnej gra się mądrzej i lepiej niż kiedyś to bywało?

Brydż to jest bardzo ciężka praca w parze, wręcz orka taka, że ciągną pług dwa konie i pot leci z czoła: koń partner i koń ja.

Nie pali mi się powrót do takich umysłowych męczarni.

Te kilka wypowiedzi oddaje mój stan emocjonalny w relacjach z przyjaciółmi i mojej nieumiejętności zgrabnego wyrażenia moich myśli. W sytuacjach, gdy moje ambicjonalne podejście do brydża zderza się z ich chęcią rozrywki w trakcie gry w brydża.
Słyszę o grze dla czystej przyjemności, czasami umownego, potrzymania kart w rękach. No przepraszam, ale takie granie kojarzy mi się z bylejakością, nie docenianiem najpiękniejszych elemenów gry związanych z wzajemnym zrozumieniem partnerów, brakiem wielu elementów nadających sens łamigłówkom w licytacji i wiście. Trochę jakby układaniem mocno zdekompletowanych puzzli.

Takie granie na luzie odbiera mi wiele przyjemności, dostępnej w zasięgu ręki.

A z drugiej strony chcę z nimi przebywać z dziesiątków innych pozabrydżowych powodów.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *